TU SOBIE PISUJE CHIMERKA

po części racjonalna, po części emocjonalna, chimeryczna – KOBIETA – z przymrużeniem oka od stycznia 2002 roku

Czasem lubię sobie poobserwować mężczyzn na zakupach. Zazwyczaj robię to w sklepach z ciuchami dla kobiet, bo tam bywam częściej niż w sklepach z narzędziami, czy elektroniką, gdzie mężczyźni czują się swobodniej. W sklepach z damskimi ciuchami faceci czują się zdecydowanie mniej pewnie, choć różnie i dlatego są wdzięcznymi obiektami obserwacji.  Oto mamy więc samców alfa torujących swoim kobietom drogę między wieszakami. „Oto ja”, mówią ich twarze, „kroczę tu i nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. W każdym miejscu czuję się jak u siebie – tu nasikam, tam nasikam – teren naznaczony”. Są też niepewni wrażliwcy chcący uchylić kobiecie nieba, rozglądają się na boki, trochę zagubieni, i nerwowo patrzą na towarzyszki – oglądają też ukradkiem ludzi, bo oczywiście nie stroje, pytając siebie „czy widzą, że tu jestem? Nie powinno mnie tu być”. Są też – o dziwo – kreatorzy mody, zwykle ubrani dość odważnie, ich kobiety czekają w przymierzalniach, a kreatorzy mody znoszą im naręcza ubrań skrupulatnie i samodzielnie wcześniej przez siebie wybranych.  
Lubię chodzić na zakupy sama. Jeśli – na moje nieszczęście – towarzyszy mi Jego Wysokość przypłacam to dysonansem po zakupowym. A to jest po prostu nie do zniesienia. Zaklęcie sprzyjające dysonansowi po zakupowemu: „a długo jeszcze?” oraz „po co ci kolejne (tu pada liczba) to, to czy tamto?” Jedno jest pewne, żeby zrozumieć cały proces zakupu fajnego, wymarzonego ciucha trzeba mieć w sobie spory pierwiastek kobiecości ;)

Są wreszcie typowi faceci, którzy zostali wyrwani ze swojej męskiej codzienności i wypad z kobietą na zakupya traktują jako największą torturę (patrz Jego Wysokość). Na początku związku wykazują się oni ogromną cierpliwością, usiłują nawet doradzać, totalnie zagubieni oglądając swoją kobietę w dziesiątkach sukienek zupełnie nie rozumieją czym te sukienki się od siebie różnią. Po latach dowiadują się, że sukienka to coś zgoła innego niż spódnica. Cierpią katusze, kiedy muszą wskazać choćby kolor, w którym ich towarzyszce jest lepiej. Wznoszą oczy ku niebu słuchając lamentów, jaka to ich kobieta jest gruba, krzywa czy garbata. W zależności od fazy związku – albo mają natarczywe myśli by zerwać z towarzyszącej sobie kobiecie sukienkę i schować się z nią (kobietą nie sukienką) w przymierzalni, albo uciec jak najdalej. W końcu, z latami nabierają asertywności i kończą w sklepach z elektroniką. Ostatecznie samce alfa mają podobnie, w końcu nudzą się tym ciągłym obsikiwaniem, torowaniem i też uciekają. Wrażliwcy nie mają odwagi, bo tym się zwykle dostaje – bo to mężczyźni kobiet silnych i dominujących. Modowi kreatorzy stanowią dla mnie zagadkę – nie wiem, na ile szczerze dla nich przyjemne jest to dostarczanie samodzielnie wybranego towaru do przymierzalni.
Zakupy z Jego Wysokością? Dysonans pozakupowy murowany.

Nikt mi nie powie, że mamy kryzys – do Arkadii nie można wepchnąć choćby jednej nogi. Całe masy ludzi przelewają się z torbami zakupów, kolejki przy kasach, obsadzone stoliki galeryjnych kafejek. Kryzys? Jaki, kurwa,  kryzys? No, ale nogę wsadzić musiałam i ciężko przypłacił to mój… biust. Otóż to. Dziś święta chimerka będzie pisać o swoim biuście ;) Ale nie frywolnie.


Po raz drugi bowiem pozwoliłam dotknąć obcej kobiecie swoich piersi. Pierwszy był trudny, za drugim razem poszło dużo łatwiej ;) Nie wiem, czy się nie załamać, bo zwykle przy tej okazji patrzono mi w oczy, a przynajmniej na wspomniane piersi ;) Ale nic. Kompetentna kobieta ze sklepu z damską bielizną brutalnie upychała dziś mój biust w przeróżne staniki, by wybrać ten idealny i wymarzony. Taki, który robi czarodziejskie, cudowne rzeczy z kobiecym biustem i to nie na raz. Długoterminowo
J Strasznie to przeżyłam, ale cierp ciało, skoro chcesz pięknie wyglądać J


Otóż jest tak – większość kobiet nie potrafi dobrać sobie odpowiedniego stanika, w związku z czym – pomimo, że szczupłe – mają wiszące „schaby” nad żebrami i biust rozłażący się na boki. Kobiety z pięknymi, dużymi piersiami, wąskie pod nimi noszą za duże w obwodach o za płytkich miskach (próbują chyba zmniejszyć) – w efekcie staniki podchodzą do góry a piękne piersi wyglądają żałośnie i marnieją latami zaniedbywane. Z kolei te z małymi piersiami noszą zbyt duże, powypychane miski sądząc, że optycznie powiększą ich piersi a one duszą się biedactwa uciskane masą wypychaczy.


A wystarczy tak niewiele – pozwolić kompetentnej brafiterce dobrać sobie stanik. Okazuje się, że taki biustonosz to zbroja, stelaż, który modeluje biust w sposób doskonały. Po miesiącu wydaje się pełniejszy a obwód pod nim się zmniejsza. POLECAM.  


Z pozdrowieniami, zadowolona chimerka w seksownym staniku ;)

Boję się ciemności. Ciemność potęguje działanie mojej nie całkiem zdrowej wyobraźni. Z ciemności wyłaniają się kształty, plamy i zawirowania energii, które powodują u mnie natychmiastowe podniesienie ciśnienia. Krew pulsuje w żyłach, serce wali jak szalone.

 

Najgorzej jest w nocy, kiedy nie mogę zasnąć. Tej nocy było bardzo ciemno… Co prawda Jego Wysokość spał obok, ale tak głęboko, że pewnie nie usłyszałby, gdybym darła się na całe osiedle. Coś mnie przebudziło. Otworzyłam oczy. Boże, co to za dziwny dźwięk. Chrobotanie w ciemnościach, przed oczami mam wirujące plamy, wijący się dym – jakby zawirowania jakiejś dziwnej masy ciemna, energii. I znów głucha cisza, taka przytłaczająca. Nie słyszę nic. Nawet oddechu Jego Wysokości.

 

Nagle kroki – powolne, szurające. Całe ciało mi zesztywniało, wszystkie włoski uniosły się ku górze, dreszcz przeszedł po karku. Poczułam gorąco, zlałam się potem. Rany boskie, co to za dźwięk. Zbliżał się. Szurający, jakiś dziwny, jakby… nieludzki. Oczy powoli i mozolnie przyzwyczajały się do ciemności, dźwięk był tuż obok mnie. Tuż obok. Wpatruję się a tam… nade mną niewielki, przerażający kształt. Ja na granicy zawału. Małe, karłowate widmo pośród ciemności. I ten kształt taki dziwny. Tak, to chimerkowe dziecię z poduszką. W klapeczkach, szurających po drodze.

 


- Mamusiu, bo mi się śniła Kacka Dziwacka, to psysłam do was.

 

Tak, mamusia prędzej wykituje na zawał niż wbije sobie do głowy, że oto Chimerkowemu Dzięcięciu zmieniliśmy łóżeczko  - ze szczebelkowego na normalne.

Uwielbiałam te szczebelki.

Wszystkim, których goszczę – i tym długoletnim, i tym zupełnie nowym czytelnikom – życzę w Nowym Roku wielu wspaniałych przeżyć, dokonań, wielu sukcesów, ogromnej satysfakcji, dużo obezwładniającej Miłości. Cudownych kobiet i cudownych mężczyzn – takich jedynych i na wieki i związanych z tym wspaniałych doznań i szczęścia. A jeśli już kogoś takiego macie – doceniajcie, kochajcie i czerpcie garściami radość z bycia razem. Zdrowia i szczęścia oraz radości dla Was i Waszych Rodzin.

 

Trochę pijana, ale nieziemsko uskrzydlona chimerka J

Ostatnio zaaferowana serialem „Lie to me” postanowiłam wykorzystać wiedzę zdobytą w ten sposób a dotyczącą odczytywania mikroekspresji. Otóż każdy człowiek ma ok. 43 tys. mięśni twarzy, które służą wyrażaniu emocji. Mikroekspresja to krótkotrwałe, mikrosekundowe ekspresje mimiczne odzwierciedlające prawdziwe, czasem nie do końca uświadomione emocje. Mikroekspresji nie sposób ukryć, czy zamaskować. Specjaliści potrafią rozpoznawać te emocje na podstawie analizy mimiki twarzy. W serialu chodzi o rozpoznawanie kłamstwa. Mowa ciała jest szerszym pojęciem i jest równie ważna, dopełnia obrazu.

Niesamowicie mnie to interesuje. A więc, skoro już omówiliśmy teorię, czas przejść do ćwiczenia praktycznego. Postanowiłam, po którymś tam odcinku, wypróbować zdobytą wiedzę na kolegach z pracy – podczas spotkania pilnie notowałam o czym każdy mówi i jak się wtedy zachowuje. Mikroekspresje mi umykały, ale notowałam zawzięcie nt. ruchów ich kończyn, ciał, min, np.: temat wypowiedzi, K. podrapał się w żuchwę; temat wypowiedzi P. złapał się lewą dłonią za prawe ramię.


Notowałam i notowałam i wgapiałam się i wgapiałam, aż w pewnym momencie A. mnie pyta: chimerko, coś ci się stało? Słabo się poczułaś?

I co mam teraz powiedzieć? O rany boskie! Jestem zupełnym beztalenciem! Muszę przecież być mistrzynią, mieć twarz bez wyrazu, no.. może z leciutkim, seksownym uśmieszkiem i nieprzeniknionym spojrzeniem. Przede wszystkim nieprzeniknionym!!! A ja co? SŁABO CZUJĄCA SIĘ PSEUDOSPECJALISTKA! ;)

Kobiecość to potęga. Prawdziwie i mocno kochająca SIEBIE kobieta ma dar zjednywania ludzi. Kobieta, która kocha siebie jest pewna siebie, błyskotliwa, osiąga sukcesy. Nie trzeba być klasyczną pięknością, żeby wymiatać. Mając coś bardzo drogiego dbamy o to – z dbałością, zatem podchodźmy do swojego wyglądu i do swojego rozwoju. Uczmy się, czytajmy, rozmawiajmy z ciekawymi ludźmi, by nasza inteligencja się rozwijała, byśmy zdobywały doświadczenie, które buduje naszą mądrość.

Dobra energia, którą generować będzie ta rozsądna miłość własna emanować będzie na innych – bardzo chętnie będą chcieli z nami przebywać.

Kobietki moje kochane, idźcie natychmiast do lustra i uśmiechnijcie się do siebie, bo jesteście piękne tam w środku… Pozwólcie temu wyjść na światło dzienne. Jutro do pracy załóżcie fajne ciuchy, buty na obcasie, umalujcie usta i paznokcie, wypnijcie pierś i kołysząc biodrami, pełne uśmiechów odnoście sukcesy. Przecież nie musicie udawać facetów, żeby piąć się w górę, bo kobiecość to potęga.
Czyż nie tak, drodzy Panowie? Pomagajcie swoim Paniom wierzyć w to, że są warte kochania i że są piękne. Nigdy nie zapominajcie stale im o tym przypominać.

Z pozdrowieniami, chimerka – piękna w środku i na zewnątrz ;)

Jak się wykładać, to przed pełnym audytorium. A cooo…. Ma być spektakularnie i z rozmachem :) Oto stoi blondynka z głupawym uśmiechem - to ja. Chimerka. Minutę po czasie, przed nie odpaloną prezentacją, z wgapiającą się na mnie z wyczekiwaniem ósemką gości. No cóż. Motto życiowe chimerki – jeśli nie wiesz co masz robić uśmiechaj się. „No signal”, wali po oczach rzutnik. Ósemka się gapi, chimerka się głupawo cieszy, a rzutnik na to "no signal". No nic. Mówię głośno CHOLERA. Ósemka na mnie pytająco. Ja z zacięciem autystyka wciskam przyciski na pilocie od rzutnika. „No signal”, „no signal”. RANY. Druga minuta po czasie, sekundy się wloką. Ja się uśmiecham. W końcu mówię znowu CHOLERA, jakby to miało uratować mnie przed szaleństwem. Dzwonię do informatyka i syczę wkurzona, …ale z uśmiechem. RZUTNIK NIE MA SYGNAŁU!!! Informatyk zadał mi tylko jedno pytanie. Miażdżące… A KABEL WPIĘŁAŚ??? Aha… Nou signal bikoz nou kabel. MASAKRA.

I tu zatrzymamy czas. Temat blondynek wydzwaniających do HelpDesków wszystkich krajów świata jest stary jak sam komputer. 90% blondynkowych problemów z kompem i aparaturą poboczną rozwiązywało jedno proste działanie. Zgodnie z prawem Murphiego – „urządzenie elektryczne podłączone do prądu działa lepiej” sprawdza się tu w 120%. Oto ja, nasiąknięta tymi wszystkimi żartami o blondynkach i ich problemach z kablami. Oto ja, żona informatyka. OTO JA, bezdenna blondynka z krwi i kości nie wpięłam kabla od rzutnika do laptopa! Wtem nagle oczy mi zaświeciły i mówię do słuchawki – wiesz, w poprzedniej firmie to ja miałam supernowoczesną salę konferencyjną i ja tam żadnych kabli nie miałam, a laptop łączył się z rzutnikiem przez WiFi…

Kurde. Całe 10 sekund modliłam sie, żeby takie rozwiązania istniały, i żeby – jeśli nawet tak nie jest – nikt z ósemki nie zdawał sobie z tego sprawy.

Cała sytuacja to raptem 3 minuty, ale szczęśliwie wpięłam archaiczny kabel do laptopa i przewracając oczyma stwierdziłam, że to samo mam z żelazkiem. Potem nie mogłam oczywiście dojść o co mi chodziło z tym żelazkiem, ale w sumie teraz to juz nie ma znaczenia. Prezentacja się udała, a ósemka je mi z ręki, bo oto przecież jestem człowiekiem i miałam wpadkę, a takich lubi się bardziej J

Urzędnicy państwowi muszą usługiwać ludności. Z naciskiem na muszą. Traktują tę swoją misję, jako karę za grzechy z poprzednich wcieleń. Ich szare twarze po wielokroć przyoblekają się w wyraz złości, która trawi ich wnętrza… „dlaczego muszę tu tkwić? Czego te wszystkie potwory ode mnie chcą…”. Próba załatwienia czegokolwiek jest wyczynem, ale nie zawsze…

W moim urzędzie gminy są bardzo fajne kobietki, które pomogą, doradzą, uśmiechną się, wyjaśnią. Udaliśmy się tam w pełnym naszym majestacie z Jego Wysokością i daliśmy wyraz naszego zadowolenia informując o tym panią, która nas obsługiwała. Pani poinformowała uroczo, że możemy napisać na ten temat notatkę i złożyć w kancelarii. W czasie załatwiania spraw przez Jego Wysokość napisałam taką i pobiegłam uskrzydlona, bo przecież tak miło spełniać dobre uczynki.

Kroczę więc cała w uśmiechach z moją śliczną notatką chwalącą pod niebiosa profesjonalizm i życzliwość pani urzędniczki. Za ladą z plakietką INFORMACJA pani w moim wieku (brzmi strasznie, napiszę inaczej – młoda kobieta! ;) ). Znudzona. Patrzy bez uśmiechu, pytająco, wręcz z lekką pogardą. Pokazuję jej z dumą moją notatkę. Ścięła mi uśmiech, gdy tylko otworzyła usta i zaskrzeczała z pogardą „a co to jest? Kancelaria jest po drugiej stronie…, PROSZĘĘ PAANI".

Lekko przybita i jakby skulona poczłapałam do kancelarii i z mniej pewnym uśmiechem pokazałam moją śliczną notatkę pani za ladą z napisem KANCELARIA… I znów podobna sytuacja, pani trochę starsza spojrzała na mnie jak na osła i wyrzuciła nerwową salwę niby z automatu „ale co to, do kogo, przecież trzeba zaadresować, nagłówek, data, do kogo pani to kieruje, może by pani tu dopisała, co dopisała? Skąd mam wiedzieć do kogo, Henia do kogo? Pani wpisze naczelnik, nie mam pojęcia, no przecież tak się pism urzędowych nie pisze, to w ogóle nie pismo urzędowe. Co to w ogóle?, No, zobacz Henia…” Im więcej trajkotała, tym bardziej odechciewało mi się tam stać – kurczyłam się w sobie, a cała radość z dawania wyparowała. Podniosłam rękę królewskim gestem ucinając nerwowy warkot, zmrużyłam oczy i wyszeptałam teatralnie „czy musi pani utrudniać tak miłe gesty jak ten? to pani obowiązkiem jest wiedzieć, do kogo takie tematy powinny trafiać”. Kobieta z fuknięciem przyjęła kartkę. Nie zdziwiłabym się, gdy wyrzuciła ją do kosza.

Czy w przyszłości będzie mi się chciało pochwalić urzędnika do jego przełożonego?

Chimerkowe Dziecię Płci Żeńskiej jest istotką mocno wyjątkową. O jej wyjątkowości świadczy fakt, iż w ciągu minionych 3,5 roku dwukrotnie zapadła na Ospę Wietrzną. Wyjątkowość jest dziedziczna :) Wyjątkowość dziedziczy się po matce. Szczególnie, jeśli to jest wyjątkowa wyjątkowość świadcząca o tym, że nie ginie się w tłumie ;) A co… Na dowód tego dodam tylko, że Chimerkowe Dziecię Płci Żeńskiej z premedytacją sprzedało swojego wyjątkowego wirusa Chimerce Matce – również wyjątkowej. Chimerka bowiem również zachorowała na Ospę po raz drugi. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie to, że Ospa Wietrzna postrzegana jest jako choroba, na którą zapada się tylko jeden raz w życiu, ponieważ nabywa się przeciwciała już na zawsze. GÓWNO PRAWDA! 3 tygodnie męczyłam się, a przez pierwszy byłam jak martwa kłoda.


O moim głęboko pozytywnym nastawieniu do siebie i świata świadczy fakt, że nie popadłam w głęboką depresję z powodu swojego koszmarnego wyglądu pomimo tego, że Jego Wysokość pokazując Chimerkowemu Dziecięciu pogodynki w telewizorze tłumaczył cierpliwie, że należy bezzwłocznie zamienić mamusię na nową, bo przecież ta taka dziobata ;)

Nie ma tego złego… Po powrocie do życia długo byłam w centrum uwagi z tą swoją nowo stwierdzoną wyjątkowością :)

Satysfakcji w Nowym Roku :)

Jestem na TAK!

6 komentarzy

Po lekturze "Sekretu" jestem cała w skowronkach. Wystaję sobie na balkonie i czekam na moje 6 milionów :) )) Na początek wystarczy. Nie ma też co się rozdrabniać. Głęboka wiara w te 6 milionów powoduje, że przepływa przez mnie strumień kosmicznej energii i chodzę jak na haju. Zadowolona. Myślenie życzeniowe i wiara to u mnie nic trudnego. Już na święta zamierzam zostać kaznodzieją i głosić dobrą nowinę pokazując wyciąg bankowy :)

Oto widzę siebie wydającą dyspozycje moim maklerom, gosposi i kierowcy :) Wreszcie będę leniwą kluchą wysiadującą w poduchach na sofie, jak każdemu szanującemu się zwierzęciu kanapowemu przystało. Oto widzę Jego Wysokość bukującego bilety do Japonii. Potem Nowa Zelandia. Będę leniwą kluchą wysiadującą poduchy w światowych apartamentach. Będę leniwą kluchą moczącą dupę w szmaragdowych wodach. Ciepłych i przyjemnych :) Jak zaczęłam wypisywać moje wizje, Jego Wysokość stwierdził, że 6 milionów mi nie wystarczy. OK.. Na trochę wystarczy, potem zażyczę sobie jeszcze… :)

I nie chodzi o kasę. Chodzi o dowód w postaci kasy. A kasa się nie zmarnuje :)

Jestem na TAK :)

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2012 TU SOBIE PISUJE CHIMERKA Design by SRS Solutions